Ostatnio, wszędzie gdzie się człowiek nie ruszy to słyszy, ile to płeć brzydka musi się napracować, żeby spokojnie w domu obejrzeć mecz. I naszła mnie taka oto refleksja, że łowca wcale lżej nie ma, baaa ma nawet ciężej! Mało tego, Euro jest raz na parę lat, a łowca takie historie ma w sezonie po kilka razy :)
- Kochanie w piątek na rybki z kolegami bym wyskoczył co Ty na to??
- Ja Ci dam ryby!
W garażu bałagan, korytarz nie wymalowany, auto miałeś zatankować mi dzisiaj i co, zatankowałeś?
-YYYY
- No YY YY! A lekcje z dziećmi kto odrobi, do mamusi kto mnie zawiezie?
Itd.,Itp….
     
     Nie mówię oczywiście że wszyscy tak mają, ale podejrzewam ,że każdy z nas raz w życiu czegoś podobnego doświadczył.     Więc już od środy latasz na wysokości lamperii, naprawiasz w domu co się da, odrabiasz lekcje z kim się da i pilnujesz, żeby czegoś głupiego nie zrobić, co cię zdyskwalifikuje z weekendowego wyjazdu. Tak, w końcu odgrzebałeś się z całej roboty domowej na dwa miesiące w przód i zadowolony z siebie schodzisz do garażu się pakować, wszystko sprawdzasz, układasz i już robisz sobie kanapeczki na drogę bo z małżonką wszystko dogadane, a ta nagle wpada do domu z żaluzjami...
- Kochanie zobacz jakie śliczne, będą nam pasowały do korytarza. Zawsze takie chcieliśmy i była promocja to nam zakupiłam. Teraz tylko zamontujemy i gra.
-YYY no kochanie ale ja już spakowany jechać chcę. Może zamontuje po powrocie??
- Ja Ci dam po powrocie!! Potem będzie jak z choinką że do Wielkanocy na balkonie stała?! Zamontujemy razem raz dwa i pojedziesz sobie do tych ryb i kolegów żłopać piwsko. Ale najpierw żaluzje.

    Więc wiesz, że nie ma co ryzykować. Lecisz na szybkości do garażu, bierzesz wiertkę, poziomicę i zabierasz się do montażu. Oczywiście kołków montażowych brak. Już trafia Cię powoli szlag, a czas biegnie nieubłaganie. Dodatkowo chcesz zdążyć przed przyjazdem teściowej. No bo skoro nie wieziesz żony do mamusi to ta przyjeżdża do Was, bilans wizyt musi się zgadzać. Więc lecisz na łeb na szyję do garażu, wracasz z kołkami i wybieracie miejsce. To zajmuje sporo czasu, ale masz jeszcze 30 min do wyjazdu, wiercisz otwory i modlisz się, żeby nie wwiercić się w przewody. Ale jest udało się żaluzja wisi, huraaaaaaaaa!!!
 
    -Misiu nie uważasz, że ten kolor trochę dziwnie wygląda w naszym korytarzu?? W sklepie wyglądał na jaśniejszy. Chyba pojadę wymienić. Odkręcisz ją??
I nagle stajesz się znawcą rolet i żaluzji oraz odróżniasz kolory burgund od pistacjowego. I robisz wszystko, żeby tylko ta żaluzja tam już została.
Jest. Żaluzja zostaje, Ty wsiadasz do auta i jedziesz z uśmiechem na ustach na swoją miejscówkę. Po drodze uświadamiasz sobie, że z tego wszystkiego nie zarezerwowałeś pokoju... Ale co tam, można się przespać w aucie. Jedziesz i nic się nie liczy. No może odcinkowy pomiar prędkości, o którym przypomina Ci znak z napisem „Koniec odcinkowego pomiaru prędkości” i już wiesz ze jesteś w plecy co najmniej 300PLN. Oczywiście o wszystko obwiniasz teściową, no bo gdyby nie przyjeżdżała, to byś się nie spieszył z wyjazdem i nie denerwował, byłbyś spokojniejszy i na pewno zauważyłbyś znak. Aaa no i jeszcze te żaluzje całe szczęście, że w końcu żona je zatwierdziła ( szczegół, że sama wybierała). No ale nic to, w końcu jedziesz na ryby!!! Co tam mandat, w końcu spokój ducha, tylko ty i woda.

    Dojeżdżasz nad jezioro do ośrodka, oczywiście miejsca brak, bo akurat w tym terminie ktoś ma wesele, ale to wszystko cię kompletnie nie rusza. Jedziesz na swoje stare, tajne miejsce kempingowe. Jako łowca jesteś przecież przygotowany na wszystko, zbierasz chrust, wyciągasz zimne piwko i szpej, żeby go sobie odpowiednio przygotować do porannego polowania. Szpej ogarnięty, kiełbaska usmażona, legowisko w aucie wymoszczone i nagle oczom twym ukazuje się zielony jeep, który jedzie w twoim kierunku. Straż leśna oczywiście wypatrzyła dym i podjechała sprawdzić kto to taki odważny złamał zakaz wjazdu do lasu. Tłumaczysz się gęsto, skórę ratuje tobie jedynie gaśnica, którą wyciągnąłeś z auta i postawiłeś koło ogniska, więc dostajesz upomnienie, wsiadasz do auta i jedziesz na parking pod ośrodkiem. Cieszysz się, że Ci się udało wykręcić z kolejnego mandatu, ustawiasz budzik na 4 rano i idziesz spać.  
    Budzisz się rano lekko niewyspany i poobijany i stwierdzasz, że spanie w aucie to średni pomysł, ale oglądasz się za siebie i widzisz taflę niczym niezmąconej czystej wody i już wiesz, że było warto. Szybkie śniadanie, ułożenie nowej strategii na polowanie, zaczynasz wyciągać szpej i przyjeżdża On . Pan wędkarz, który ostatnio jak byłeś, wygrażał że Ty kłusownik, że powinieneś szczeznąć w piekle, bo jak to, żeby do ryb strzelać i jeszcze kilka innych miłych słówek. To że łapie na 4 wędki jest tylko nieistotnym szczegółem. Mija Ciebie i widząc jak wyciągasz płetwy pod nosem mruczy coś o pierd...kłusownikach i że zadzwoni do prezesa, bo tak nie może być. Ignorujesz te przytyki, bo kupiłeś pozwolenie tak samo jak i Pan wędkarz. Mało tego, za dwukrotną wysokość tego co zapłacił On, dodatkowo możesz przecież łapać jedynie za dnia i tylko przez 6 miesięcy, podczas gdy wędkarze łapią dzień, noc i cały rok, a limity te same. Ale widziałeś na co się godzisz wyrabiając kartę do łowiectwa podwodnego. Ubierasz się więc powoli i z uśmiechem wyciągasz boję, kuszę, maskę oraz pas balastowy.......
-Jak ja się spakowałem? Gdzie jeszcze jeden odważnik 3kg ?!! Przecież to niemożliwe, sprawdzałem 2 razy wszystko.
I co teraz? Myślisz, kombinujesz, w końcu plastikowa butelka wypełniona kamieniami ratuje Ci polowanie. Wchodzisz do wody i widzisz jak kolega wędkarz wkłada ostatnią wędkę do łodzi. Wiesz, że w płetwach jesteś niedościgniony i że w końcu zapolujesz na tej górce, którą zawsze chciałeś zwiedzić. I nagle widzisz jak do łodzi doczepiany jest elektryczny silnik, nowiutki błyszczący i szybki.... Zmieniasz plany i idziesz w krzaki, może następnym razem. Płyniesz wzdłuż trzcin z głową pod wodą i się relaksujesz. W końcu to wszystko, co przeżyłeś w domu i po drodze, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jesteś tylko Ty, woda i piękne widoki. Ta chwila zamyślenia uświadamia Ci, że właśnie zobaczyłeś pod wodą puszkę po piwie i pudełko po robakach. Zanim do Ciebie dociera, co widzisz i uświadamiasz sobie gdzie jesteś, już lecą w twoim kierunku pierwsze „ohy” i „ahy” od wędkującego na kładce Pana. Przepraszasz go, starasz się wytłumaczyć, ale nie ma to sensu. Słyszysz za to, że o tobie kłusowniku dowie się Pan Prezes i że jeszcze go popamiętasz. Pytasz się więc dlaczego pan łapie na 5 wędek, a on na to że ch** Cie to obchodzi i że tak ma wykupione pozwolenie. Następnie rzuca w ciebie zanętą. Oczywiście do kanonady „ohów” i „ahów” dołączą się twój „przyjaciel” z łódki. Płyniesz dalej, szukając jakiejś ryby godnej Ciebie. Po 6 godzinach i 3 litrach wydalonego z siebie płynu, szukasz już tylko ryby wymiarowej. Po 7 godzinach masz dość, jesteś głodny, odwodniony i chcesz wracać do domu. Więc ciśniesz z płetwy z powrotem do brzegu. Zmęczony, ale szczęśliwy i zrelaksowany, bo mimo braku ryby kilka ogonów widziałeś. Już wtedy układasz w głowie plan na następny wyjazd. Pakujesz szpej, jedziesz do pobliskiego sklepu zakupić coś do jedzenia. Wchodzisz, kupujesz, wszyscy na Ciebie dziwnie patrzą. Kupujesz bułkę i jogurt, wychodzisz ze sklepu a miejscowy żul Cię zaczepia o dwa zeta na „chleb”. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby żul nie zapytał.
-Ty też czujesz ten brzydki zapach?
- Nie, pewnie ze studzienki.
Niby coś podejrzewasz, że może zlałeś się w piankę o jeden raz za dużo, ale przecież nic nie czujesz. Wcinasz bułkę, popijasz jogurtem i w głowie układasz bajeczkę, która ma Cię wytłumaczyć z mandatu przed żoną.
Dojeżdżasz do domu zmordowany, z odciśniętą maską na twarzy, sąsiad patrzy na Ciebie z politowaniem, ale Ciebie to nie rusza. Jesteś uśmiechnięty i wyluzowany. Drzwi otwierają Tobie stęsknione dzieci i pierwsze co od nich słyszysz to :
-Fuuuu Tato co ty robiłeś?
Z salonu dobiega głos kochanej i wytęsknionej żony
-Nawet mi tu nie podchodź, tylko od razu z tym wszystkim pod prysznic! I umyj się dokładnie, a nie smrodzisz mi tu gumą po mieszkaniu....
Płuczesz piankę i myjesz zęby marząc o kolejnej łowieckiej wyprawie, bo ta przygoda dobiegła właśnie końca

Marek Cieśla
GŁÓWNI PARTNERZY
PARTNERZY 2017
PATRONATY MEDIALNE 2017
ZAPRZYJAŹNIONE STRONY

Foto migawki

14fp.jpg